Arjano Navi Team - Rzeszów

Nie wybrzmiały jeszcze echa sobotniej imprezy, a tu już trzeba szybko wstać, bo dzisiaj wybieramy się na Rajd Pojazdów Zabytkowych. Dzięki uprzejmości Kuby, komandora rajdu dziś będziemy powozić jego fiatem multiplą. Seledynowo - zielone autko pochodzi z 1956 r. Jedziemy na stację benzynową, tankujemy nie bez obaw, 10 litrów paliwa, powinno wystarczyć. Nalewamy U 95, jak twierdzi Kuba, w takim przypadku dodatki do paliwa są zbędne. No, mamy nadzieję, nasze doświadczenie w tej kwestii jest niezbyt bogate. Wjeżdżamy na teren firmy Hoffman, jednego ze sponsorów rajdu. Parkujemy wóz, wkoło już pełno zabytkowych pojazdów z różnych lat. W słońcu lśnią chromy...

01

02

03

Meldujemy się w biurze rajdu, wypełniamy kartę zgłoszenia. O dziwo, nie płacimy wpisowego, rajd jest gratisowy! Wielkie uznanie dla organizatorów i przede wszystkim sponsorów. Panie z firmy Hoffman miło się uśmiechają, proponują picie. Na parkingu pełno znajomych twarzy. Są kumple z klubu, którzy pomagają zorganizować rajd, właściciele zabytkowych cacek. W rajdzie, oprócz samochodów startuje pokaźna grupa motocyklistów. Będzie się działo...

04

05

05

Kuba wchodzi na schodki, z góry wita wszystkich uczestników, wręcza każdemu itinerer i kartę ze zdjęciami obiektów. Dzisiaj szukać będziemy kapliczek oraz tablicy wskazującej drogę do zakładów mięsnych HERMAN.

06

Zaczynamy od próby sprawnościowej. Prosty slalom, my jedziemy zachowawczo. Zaufali nam powierzając w nasze ręce swojego pieszczocha, nie może mu się nic stać. Płynnie pokonujemy trasę próby i hamujemy na mecie między słupkami. Patrzymy na itinerer, z nawigacją nie powinniśmy mieć problemów, lata startów otrzaskały nas z różnymi rodzajami itinererów. Dzisiaj prosty strzałkowiec. Ruszamy.

06

07

Przyzwyczajam się do autka. Multipla - to samochód, który jak większość dostrzega, jedzie "tyłem do przodu". Pionowa ściana czołowa z przednią szybą i doskonale aerodynamicznie zaprojektowany tył. A gdyby tak auto odwrócić? Teraz śmiejemy się, że mamy 4 biegi w tył i 1 w przód. Fiacik ma silnik o pojemności 600 ccm , dysponuje zawrotną mocą 22 KM. Na swój pokład może zabrać aż 6 pasażerów i tu tkwi jego siła! Obracam cieniutką kierownicą, próbuję wybierać tor jazdy, ale jeden obrót koła kierownicy w lewo bądź prawo nie robi na autku prawie żadnego wrażenia. Tu trzeba pokręcić! Hamulce są, działają, jak na te lata są nad wyraz skuteczne. Nie mogę niestety dopasować lewego lusterka zewnętrznego, nijak nie widzę w nim uciekającego ku tyłowi świata. Prawego nie ma wcale, kiedyś nie było wymagane. Włącznik kierunkowskazów nie powraca do swojego położenia, trzeba pamiętać o jego wyłączaniu. Kuba zaopatrzył nas na drogę w butlę wody oraz wskazał polny kamień wożony pod nogami pasażera. "Jak ci zgaśnie auto, to popukaj w gaźnik" - skomentował. Na szczęście akcesoria te były nam zbędne, autko pruło jak strzała wzbudzając zazdrosne spojrzenia.

06

Po wyjeździe z bazy wykonujemy kolejne polecenia na następujących po sobie skrzyżowaniach. Zapis itinerera jest bardzo prosty, jedyna trudność polega na tym, że w fiacie nie ma kasowania licznika. Dobrze, że w ogóle licznik jest! Zauważyłem, że koledzy na kilku motocyklach i innych autach nie mają tego podstawowego narzędzia. Będzie im trudniej. Tym bardziej, że motocykliści nie mają gdzie rozłożyć papierów nawigacyjnych.

06

07

Obserwujemy maszyny z oklejonymi papierami rajdowymi kierownicami, owiewkami i bakami. Każdy radzi sobie jak może. Dojeżdżamy do pierwszej próby. Otrzymujemy dwa dziwnie wyglądające druty złączone ze sobą. Taka łamigłówka. Mamy je rozłożyć w mniej niż piętnaście sekund. Fajna zabawka, trzeba tylko wymyślić sposób, kręcę zabawką na wszystkie strony. Nerwy, nerwy. Niestety. Pierwsze punkty karne. Kolejna próba. W ciągu 3 sekund mamy określić, która godzina jest na zasłoniętym pudełkiem zegarze. Pudełko idzie w górę a naszym oczom ukazuje się dziwny zegar. Stwierdzam, że jest lustrzanie odbity, na miejscu 9 jest 3. A więc będzie 3:10. Niestety, nie zauważamy, że zegar chodzi do tyłu, a więc "za 10 trzecia". Trudno.

06

Po skończonych próbach jedziemy dalej, szukając skrzyżowania typu "krzyż". Przed nami ślepa droga, po płytach. Nie szkodzi, nawigacyjnie wjeżdża się w takie i zawraca na ich końcu. Próbujemy tak zrobić, ślepa okazuje się być przejezdna. Nie pasują jednak kolejne znaczki. Brak precyzyjnego licznika uniemożliwia dokładne namiary. Jedziemy ciągnąc na ogonie 2 załogi samochodowe i 3 motocyklistów. Czy oni wiedzą, że my nie wiemy dokąd jechać? :-) Wykonuję rundę honorową wokół stacji benzynowej, za nami eskorta. To umacnia mnie w przeświadczeniu, że też się pogubili... Decydujemy się wracać na miejsce próby. Chwilę obserwujemy, każda z załóg zawraca tu w miejscu i kontynuuje trasę. Dlaczego? Podjeżdżamy do sędziów, słyszymy jak informują o zawróceniu kolejne załogi. Acha, wiemy już jak jechać dalej, szkoda jednak, że nam nie powiedzieli... Straciliśmy dużo czasu, pora gnać w górki Słociny. Odnajdujemy po kolei kapliczki ze zdjęć, umieszczamy ich numery w karcie drogowej, staramy się wypatrzyć wszystkie punkty PKP-ów umieszczonych po prawej stronie.

06

07

Sporo fałszywek, które ignorujemy. Wspaniale jedzie się autkiem przez widokowe wzgórza i doliny. Jest piękny, gorący dzień, jedziemy spokojnie napawając się czarem chwili. Widoki zapierają dech w piersiach. Uwielbiam te drogi, doskonały asfalt i górki. Gorąco. Proszę o wodę, wypijam chciwie pół butelki. Na kolejnym skrzyżowaniu mamy pójść lewą, jednak widzę samochód i sędziego, który przywołuje nas na próbę. Tym razem mamy ...pić wodę na czas! O losie, mogłem poczekać z tym moim pragnieniem, jak ja teraz zmieszczę dodatkową porcję? Uff, czas słabiutki, 13 sekund, inni spragnieni wyrabiali tu czas połowę krótszy.

06

Wracamy na trasę, robię pętle i wyjeżdżam tak, jak wskazuje itinerer. Widzę, że inne załogi prują prosto po zatoczce. Szkoda, że organizator nie umieścił tu PKP-u kontrolnego. Już niedaleko do końca pierwszego etapu. Kolejna próba - trzeba odgadnąć, jakie motoryzacyjne elementy są ukryte w woreczkach. Jedyny dostępny zmysł - dotyk. Hmmm, w pierwszym odkrywam cylinderek hamulcowy, w drugim kondensator, w trzecim zaś motocyklowy kranik do paliwa i o dziwo nie mamy punktów karnych. Wszystko się zgadza. Teraz tylko zjechać ze wzgórza i zaparkować w rejonie kamieniołomu. A tutaj strzelanie z paintbolowych karabinków i poczęstunek. Strzelnicę urządza jak zwykle niezawodna firma Quarto, widzimy się już na kolejnym rajdzie. Takiego sponsora tylko sobie życzyć! Chwilę odpoczywamy w przydrożnej wiacie. Częstujemy się wypiekami cukierni "Orłowski & Rak", która również sponsorsko obsługuje nasz rajd. Do tego doskonała kawa... Pojedli, popili, pogadali, pora startować do etapu II.

06

06

06

Ten prowadzi na parking w Lubeni, gdzie przesiadamy się na seicento. Nie jest to jednak zwykły samochód, zamiast tylnych kół zamontowane ma troleje. Prowadzi się niczym wózek w hipermarkecie. Trzeba spokojnie i dokładnie przejechać trasę wokół słupków, z wyprzedzeniem kontrować poślizgi i …nie szaleć! Łatwo powiedzieć, jak adrenalina wali uszami. Ruszam zbyt szybko i na pierwszym słupku obraca nas wkoło. Dłuuuugo trwa zanim pozbieramy się i już spokojnie przejedziemy trasę. Ale przynajmniej taryfy nie ma. Teraz na stadion, uświetnimy Dni Lubeni. Tu prezentacja naszych wozów.

06

06

06

Powoli podjeżdżamy pod scenę. Konferansjer wspomagany przez Pawła omawia krótko każdy z samochodów i prezentuje załogi. Jest duże zainteresowanie mieszkańców miejscowości. Dzisiaj bowiem na stadionie odbywa się piknik o okazji Dni Lubeni. Po prezentacji mały posiłek, kiełbaska i napój. Bożka z Miłoszem nie są w stanie odmówić sobie kilku kółek na karuzeli. My z Agą odpuszczamy... Są już wyniki rajdu, choć większość traktuje rajd jako zabawę. Chodzi o to, by gonić króliczka... Rozdanie pucharów i losowanie nagród ufundowanych przez firmę Hoffmam. Nam udaje się zdobyć II miejsce. Małe zabytkowe autko zdobywa jednak nasze serca. Jest w nim coś, co nie pozwala zapomnieć... Wracamy powoli do Rzeszowa, jedziemy oddać fiacika w ręce właściciela. parkujemy w jego garażu i przesiadamy się do hondy. Co jest? CRX prowadzi się dziwnie. Kto tu zamontował taką mięsistą kierownicę? Ale gruba. Dziwne, jak się nią pokręci troszeczkę to auto lata od pobocza do pobocza po całej drodze. Tak tu cicho i miękko... A zawsze wydawało mi się, że samochód twardy i głośny. Cóż, w jednej chwili minęło właśnie 35 lat. Po całym dniu prowadzenia mulitpli trzeba przyzwyczaić się do swojego wozu. A teraz tylko czekać, może kiedyś znowu się uda? Dzięki Kuba, dzięki Paweł, dzięki Darek! Dziękujemy Wszystkim!

06

06

06






powrót do strony głównej




Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła